Wstęp

Dlaczego poświęcam drogocenny czas na tak delikatny temat jak alkohol? Temat, który ma różne oblicza, jest przepełniony wstydem i doprowadza wielu ludzi do rozpaczy. Odpowiedź znajduje się w moim życiorysie, z którego na pewno nie jestem dumny. W swoim życiu zawodowym towarzyszyłem wielu dzieciom, nastolatkom i dorosłym na drodze cierpienia spowodowanego uzależnieniem i ich wściekłym, zrozpaczonym, szukającym pomocy bliskim, aż sam wpadłem w mocne objęcia nałogu. Spoglądam teraz na moje długoletnie, pełne cierpienia zmagania się z chorobą alkoholową. Tego bloga pragnę poświęcić nałogom związanym z substancjami uzależniającymi, a szczególnie alkoholizmowi. Oczywiście nie można też pominąć faktu, że np. hazardowi towarzyszy często nadużywanie środków odurzających, aby nie tylko uśmierzyć ból po przegranej, ale także spotęgować uczucie euforii podczas dobrej passy. Jestem jednak daleko od tego oddalony, aby potępiać działanie naszych nałogów, które pozornie obdarzają nas uczuciem szczęścia. Gdyż podążanie za szczęściem, uczuciem miłości, bezpieczeństwa, uznania… jest tak stare jak sama ludzkość. Może drogi do niego wydają się być rożne, jednak cel pozostaje ten sam. Pisze te strony, ponieważ odczuwam, że żyjemy w erze uzależnień. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że mógłbym kiedykolwiek tak głęboko popaść w alkoholizm. Uzależnienie obojętnie jakiego rodzaju, jest tylko zastępstwem uczuć takich jak poczucie bezpieczeństwa, pewność siebie, miłość, akceptacja, przynależność itd. I mało kto ma odwagę wyjaśnić to młodym ludziom z powodu ogarniającego nas wstydu. Wstydzimy się tego, co zrobiliśmy. Nie niszczyliśmy tylko siebie, ale też doprowadziliśmy naszych bliskich, ludzi, których obdarzaliśmy miłością, szacunkiem do rozpaczy. To jest bardzo bolesne żyć z ukochanym człowiekiem patrząc codziennie jak powolnie w cierpieniach podąża ku śmierci. Życiu alkoholika towarzyszą codziennie nie tylko cierpienia cielesne, ale jego życie jest jeszcze dodatkowo wzbogacone takimi uczuciami jak wstyd, uczucie bezwartościowości, bezradności, rozpaczy…. Kiedyś stanie mu się to świadome w jakim jest stanie, jak bardzo zranił swoich bliskich. Jednak wyjście z tego diabelskiego kręgu jest bez wątpienia podle ciężkie. Ale jest światło na horyzoncie, co wielu uzależnionych udowodniło odnajdując swoją drogę do wyjścia z nałogu. Kiedyś w księgarni przeglądając literaturę na temat alkoholizmu natknąłem się na panią z pewnego wydawnictwa, która po dłuższej rozmowie ze mną zaproponowała mi napisanie książki właśnie na ten temat. Do dzisiaj nie zebrałem się do pisania, ale ostatnie obserwacje i to co gorsze wśród najbliższych dały mi ponownie do myślenia. W ostatnim czasie tak się złożyło, że w naszym środowisku odbyło się parę imprez tzw. 18-nastkowych. Moją uwagę zwróciło podejście dorosłych do konsumpcji alkoholu przez ich podopiecznych na tych owych imprezach. Ja wychowałem się jeszcze w czasach, w których bez alkoholu nie odbywało się nic. Każda wizyta u znajomych, każdy interes, praca itd. odbywały się w towarzystwie alkoholu. Ja nie twierdze, że byłem w tym wieku święty. Pamiętam, że z moimi kompanami nawet na długiej przerwie w szkole popijaliśmy bimber u kolegi w domu. Tylko z tym, że ten kolega już nie stąpa po tej ziemi, gdyż jego życiowy towarzysz, alkohol zaprowadził go w wieku 30 lat na cmentarz. A ja miałem trochę więcej szczęścia a może i nie. Jestem po rozwodzie ze wspaniałą damą. Była nią przynajmniej przez wiele lat i towarzyszyła mi w każdej sytuacji, jak jeszcze nikt dotąd. W dobrych i złych czasach, przez wiele lat nie odstępowała mnie nawet na krok, aż zawładnęła mną całkowicie. Na imię miała Whisky! Tak samo jak ta dama z piosenki Dżemu. Ja nie chcę potępiać alkoholu, czy innych środków odurzających, chcę tylko pokazać możliwą drogę jaka czeka większość ludzi, którzy ślepo zaprzyjaźnią się z alkoholem. Wiem, że każdy będzie twierdził tak jak ja kiedyś, że mnie to nie spotka, ale może gdybym miał więcej informacji na temat mojej żony Whisky i tego co planuje, to może zaoszczędził bym sobie wielu doświadczeń życiowych, a przede wszystkim pieniędzy, zdrowia i czasu. Wychodzę z założenia, że lepiej dmuchać na zimne. A każdy zrobi z tym to, co będzie chciał.

Normalny dzień

Ciemna, głęboka noc pochłania świat. Przesiaduje na ławce w parku zroszony zimnym deszczem i tonę we własnych łzach i krwi płynącej z mojego rozdartego serca. Cierpki wiatr pozbawia mnie spokoju i sieje strapienie. W tej chwili podczas zimnego deszczu traci ten cały świat na znaczeniu. Jakaś melodia wypełnia mą głowę. Nie, nie to tylko szum moich myśli. Samotność przenika mnie…